Jakie raty u komornika aby nie zlicytował nieruchomości?

Historia wygląda następująco: moja mama wzięła kredyt, żeby pomóc swojej siostrze. Ta miała go spłacać. Niestety ciotka straciła pracę i przestała płacić raty. Niedługo potem prace straciła moja mama. W tej chwili jest na moim utrzymaniu. Kredyt nie był spłacany. Odezwał się komornik. Zajął mojej mamie konto, ale że ona nie pracuje, to nic to mu nie dało. Dzisiaj przyszedł list polecony od komornika sądowego informujący o wszczęciu egzekucji z nieruchomości. Moja mama jest współwłaścicielką mieszkania razem z moim ojcem oraz posiada 1/4 mieszkania odziedziczonego po babci. Czy może dojść do licytacji którejś z tych nieruchomości? Dług wynosi jakieś 9 tysięcy. Na jakie najniższe raty mógłby komornik przystać? Nie jest mi łatwo, ale jeśli nie będzie innego wyjścia, to ja będę musiała je spłacać…

Zapewne jak chodzi o nieruchomość mamy i ojca, to jest to wspólność małżeńska ustawowa. Jeżeli zatem ojciec nie jest ani kredytobiorcą solidarnym ani też nie wyraził na piśmie zgody na zaciągnięcie przez mamę kredytu, to komornik nie może zlicytować takiej nieruchomości. Bywa tak, że zajmują chyba najczęściej po to, aby postraszyć dłużnika: http://debetowy.pl/niski-dlug-postraszenie-dluznika-zlicytowaniem-jego-udzialu-w-nieruchomosci/ ale nie zlicytują gdyż wierzyciel musiałby do tego uzyskać w sądzie klauzulę przeciwko Pani ojcu a nie uzyska gdyż jak wyżej. Komornik może natomiast zlicytować udział mamy w mieszkaniu po babci.

W piśmie do komornika musi być informacja, z której nieruchomości wszczyna on egzekucję. Doprowadzenie do licytacji wymaga od wierzyciela poniesienia sporych kosztów na opis i oszacowanie nieruchomości oraz na obwieszczenie licytacji w prasie. Często jest to kilka tysięcy złotych w sumie. Wierzyciele niezbyt chętnie garną się do wyłożenia takich środków nie wiedząc przecież, czy nieruchomość uda się sprzedać na licytacji. Często licytacje są bezskuteczne.

I to właśnie wierzyciel decyduje o tym, czy uiści owe koszty; może zadowolić się ratami i nie dążyć do licytacji. Trudno mi zgadywać, jak wysokimi ratami bank zadowoliłby się. Ja na miejscu banku zadowoliłbym się 500 zł. miesięcznie i dałbym sobie spokój z egzekucją z nieruchomości. Można zadeklarować bankowi na piśmie jakieś raty (informując też, że na większe na razie nie stać mamy) i poczekać, co bank na to.

Dodać jeszcze wypada, że dłużnik może znacznie opóźnić w czasie licytację, wnosząc skargę na opis i oszacowanie nieruchomości. Nie należą do rzadkości przypadki w których od wszczęcia egzekucji do licytacji minął ponad rok a nawet dwa lata a nawet dłużej.